Rozmowa z trenerem Football Clubu Toruń Łukaszem Żebrowskim.

 -Panie trenerze rozmawiamy tuż po konferencji prasowej, na której poznaliśmy nazwiska trzech zawodników, którzy dołączyli do drużyny. Z jednej strony są to na pewno zawodnicy bardzo ciekawi, z drugiej jednak dla obserwatorów Futsal Ekstraklasy są to gracze anonimowi. Dlaczego właśnie oni?

- W każdej rozmowie podkreślam, jak ważna jest praca w regionie. Marcina Tokarskiego poznałem gdy pomagałem wojskowej drużynie z Torunia w przygotowaniach do mistrzostw Polski. Zwróciłem na niego uwagę i zapytałem, czy chciałby spróbować swoich sił u nas. Marcin był na taką współpracę otwarty. Z tego co wiem temat zatrudnienia Marcina pojawiał się w klubie już wcześniej. Teraz udało się to sfinalizować.

- Jak trafił do drużyny Kacper Zboralski?

- Kacper ma już sa sobą epizod w drużynie z Torunia za kadencji trenera Klaudiusza Hirscha. Wtedy jednak te drogi się rozeszły. Teraz pojawił się na organizowanym przez nas treningu otwartym i przekonał mnie, aby dać mu szansę. Historia zatrudnienia Pawła Kwiatkowskiego jest bardzo podobna. Dodatkowo, bardzo zachwalali go Remigiusz Spychalski i Mateusz Waszak. Chcemy w przyszłości kontynuować ten trend stawiania na utalentowanych zawodników z regionu.

- Czy ten pomysł związany z zatrudnianiem zawodników z regionu wynika ze strategii, czy też z konieczności związanej z sytuacją finansową?

- Mamy w drużynie kilka filarów, które stanowią o naszej sile. Po ostatnich sukcesach ich żądania finansowe na pewno były większe i to jest sytuacja normalna. Myślę, że największym sukcesem działaczy jest utrzymanie trzonu zespołu. Nigdy nie byłem zwolennikiem budowania drużyny w oparciu wyłącznie o najemników. Musi byc równowaga pomiędzy podnoszącymi jakość zawodnikami z zewnątrz, a graczami z regionu, którzy dzięki bardziej doświadczonym kolegom mogą się rozwijać.

 

- Trudno jednak mówić o nowych graczach jako o piłkarzach, którzy już na starcie są poważnymi wzmocnieniami drużyny. Pewnie czeka ich sporo pracy.

- Bardzo lubię takie wyzwania. Każdy trener lubi takich "nieopierzonych" zawodników. Rozwijanie ich umiejętności daje wiele satysfakcji szkoleniowcowi. Trudno o zawodników wyszkolonych typowo pod tę dyscyplinę sportu. Musimy skupić się na przekształcaniu graczy z dużego boiska w piłkarzy halowych. Największe wyzwanie stojące przede mną to zbilansowanie naszych treningów. Muszę zadbać o rozwój naszej bardziej doświadczonej kadry, oraz wrócić do pewnych elementów z zawodnikami, którzy do nas przyszli. Poradzimy sobie z tym spokojnie.

- Już w poprzednim sezonie pojawiło się trochę wątpliwości dotyczących zaangażowania Nicolae Neagu w pracę trenera w Elanie Toruń. Czy rzeczywście występuje jakiś konflikt interesów?

- Na pewno dla mnie nie jest to optymalna sytuacja. Nicolae ma jednak prawo do swoich wyborów. Dziś wydaje się jednak, że w przyszłości bardziej będzie angażował się w pracę trenerską w Elanie. Jego naturalny następca, Kamil Naparło ma teraz problemy ze zdrowiem stąd wierzę, że w pierwszych momentach sezonu Nicolae, ze względu na nasze dobre relacje z Elaną, będzie cały czas bardziej zaangażowany we współpracę z nami. Nie ukrywam jednak, że mój cel na najbliższe miesiące to przygotowanie Kamila Naparło do roli pierwszego bramkarza Football Clubu.

- To rzeczywiście jest człowiek, który może wejśc w buty Nicolae Neagu? Poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko.

- Kamil wiele nauczył się przy "Koli". Teraz przez regularną grę będzie dalej zdobywał doświadczenie i podwyższał swoje umiejętności. Jestem o niego spokojny i obdarzę go pełnym zaufaniem. Cały toruński futsal na tym zyska.

- Zaplanowaliście sobie rozegranie aż dziewięciu meczów sparingowych w trakcie okresu przygotowawczego. Skąd taka liczba?

- My już w poprzednie wakacje rozegraliśmy siedem lub osiem sparingów. Teraz mamy trzynastu zawodników z pola w kadrze. To jest bardzo dużo. Mając do dyspozycji tyle sparingów, mogę fajnie to poukładać i spróbować róznych konfiguracji. Wiadomo, że dla każdego będą to inne obciążenia. Najlepszym nauczycielem i zarazem weryfikatorem jest gra. Bardzo się cieszę, że udało się zaplanować tyle spotkań.

- Jaka jest Pana opinia o systemie rozgrywek Futsal Ekstraklasy w kolejnym sezonie?

- Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem fazy play-off. Z drugiej strony wszelkie zmiany trzeba wprowadzać małymi kroczkami. Być może pomysł wprowadzenia "play-offów" pojawił się zbyt późno i nie był jeszcze tak dopracowany, aby spółka się nad nim poważnie pochyliła. Wierzę jednak, że w końcu władze Futsal Ekstraklasy, oraz całe środowisko dojdą do wniosku, że jeżeli chcemy stworzyć wysokiej jakości produkt to faza play-off musi zostać wprowadzona. Pozwala to także na wprowadzenie wielu manewrów szkoleniowych. Nie chodzi o to, że można pozwolić sobie na porażki w sezonie zasadniczym. Na pewno jednak te przegrane nie kosztują tak wiele. Mamy wtedy większą elastyczność w korygowaniu ustawienia, oraz w dawaniu możliwości gry zawodnikom, którzy potrzebują minut na boisku.

- Patrząc na ruchy transferowe w pozostałych klubach czołówki o powtórzenie sukcesu sprzed roku może być bardzo trudno.

- W każdym sezonie jest bardzo trudno. W poprzednim sezonie pewnie było kilka zespołów silniejszych od nas na papierze i nie wszystkim poszło tak dobrze. Mam na myśli oczywiście cały szeroki skład, bowiem nasz trzon to znakomici gracze. Myślę, że Rekord wcale się nie wzmocnił. Mistrz Polski stracił dwa bardzo silne ogniwa, a nowym zawodnikom będzie trudno dorównać do ich poziomu. Przynajmniej na początku. Bardzo ciekawie wygląda projekt w Piaście Gliwice. Jest tam dużo nowych nazwisk i ludzi z zewnątrz. Martwi mnie jednak, że w składach tych drużyn nie pojawiają się rodzimi zawodnicy. Niewielu młodych graczy ma szansę się przebić.

- Jak Pan teraz ocenia decyzję o przenosinach do Torunia? To była "dobra zmiana"?

- Rozwinąłem się jako trener. Mogłem sprawdzić się w nowym środowisku. To nie było łatwe zadanie, bowiem przyszedłem do Torunia po trenerze, który osiągnął tu duży sukces. Cieszę się, że udało mi się utrzymać ten poziom. Jest jednak jeszcze wiele dobrego do zrobienia nie tylko w Toruniu, ale i w całym polskim futsalu. Uważam jednak, że to był dobry krok.

Zdjęcie: Mateusz Pająk